Salony samochodowe w Polsce oblegane przez cudzoziemców
20 procent nowych aut sprzedawanych w salonach samochodowych trafia w ręce obcokrajowców. Największe oblężenie przeżywają salony położone w niedalekiej odległości od granicy niemieckiej, czeskiej i słowackiej. Tam, co drugie auto nabywane jest przez cudzoziemca. Najczęściej wybierają modele Fiata, Nissana Hyundaia, Suzuki, Volkswagena i Skody.
Powodem tak dużego zainteresowania zakupem auta w polskich salonach, przez naszych zachodnich i południowych sąsiadów jest słaby złoty. Dziś Niemiec, który ma do wydania na auto 10 tys. euro, w Polsce może kupić samochód za 46 tys. zł, gdy jeszcze w lipcu 2008 roku mógł wybrać model za ok. 33 tys. zł. Różnice w cenach między Polską a Niemcami, nawet w przypadku małych samochodów, to często kilku tysięcy euro. Dla przykładu za Hyundaia i10 w podstawowej wersji za Odrą trzeba zapłacić 10 tys. euro, natomiast w Polsce to koszt równowartości ok. 7 tys. euro.
Wojciech Drzewiecki, szef monitorującej rynek motoryzacyjny firmy Samar uważa, że to dzięki zakupowym turystom salony w Polsce odnotowały w lutym wyższą o 7,2 proc sprzedaż aut niż przed rokiem. I zapowiada się, że w marcu liczna ta wzrośnie i zostanie sprzedanych ponad 30 tys. pojazdów.
Polska, oprócz Niemiec, jest jedynym krajem, który w erze kryzysu notuje wzrost sprzedaży nowych samochodów. Za zachodnią granicą popyt nakręcają wysokie dopłaty państwa do kupna nowego pojazdu - 2,5 tys. euro. Według tamtejszego prawa dopłata nie dotyczy tylko aut kupionych na miejscu, dlatego Niemcy tak chętnie przyjeżdżają do naszego kraju, aby taniej kupić nowy samochód.
Nie tylko cena wpływa na samochodową turystykę. W Niemczech popyt jest tak duży, że na większość modeli trzeba czekać, co najmniej kilka tygodni. – Klienci z Niemiec chcą szybko skorzystać z dopłat. Biorą wszystko, co jest dostępne od ręki – mówi Sebastian Granica, kierownik salonu Fiat Euromobil w Warszawie.
W salonach w Polsce nierzadko można spotkać też Czechów. Škoda Octavia II kosztuje u nas do 2 tys. euro mniej niż w Czechach.
Niestety cenowy raj dla obcokrajowców może się jednak niedługo skończyć. Zachodnie koncerny w najbliższym czasie będą chciały podnosić ceny w Polsce, tłumacząc to słabym kursem złotego. Nie jest tajemnicą, że ich centralom nie są w smak tak duże różnice cenowe, na których cierpią niemieccy czy słowaccy dilerzy.
A to oznacza dalsze podwyżki nowych aut, mimo że już dziś ceny są o 4–10 proc. wyższe niż przed rokiem.
Źródło: motofakty.pl
foto: pixelio
Dodano: Poniedziałek 23-03-2009 o godz. 17:48 || Czytano: 1080